Dzis zastanawiało mnie, co skłania ludzi do brania kredytów na mieszkanie. Wiele młodych osób, decyduje się na ten krok, szczególnie kiedy postanawiają związać się na całe życie (czytaj – hajtnąć). Nie znam dokładnie przesłanek, jakie kierują ludźmi; tak parami, jak i osobami samotnie decydującymi się na ten krok, jednak uważam to na dzień dzisiejszy za dość kosztowną zajawkę, czymkolwiek by to nie było. Kiedy widzę nową reklamę multibanku i Kasie Kowalska, która śpiewa tam coś pod nosem, przypuszczam że tu chodzi o to, aby być “na swoim”. Czym to się tak właściwie przejawia – po za tym, że bez pytania możemy wiercić w ścianach, malować kaloryfer na wszystkie kolory tęczy i cieszyć się i być przepełnionym euforią, kiedy przeprowadzamy się do nowego “swojego” mieszkania?. Nie jestem ekspertem od kredytów, nie skończyłem żadnej szkoły z tym związanej, nie pracowałem nigdy w tym temacie, mimo to jestem w stanie z kawałkiem ołówka w rękach i kartką z notesu, wyliczyć ile tak naprawdę kosztuje to POCZUCIE bycia na “swoim”. Zamierzam ukazać jakie to są sumy oraz udowodnić, że bycie na “swoim” jest zbyt kosztowne.
Przykładowym kredytem będzie kredyt na 300.000 zł (za co będzie można kupić mieszkanie, w którym zamieszka cała rodzina). Nie obchodzą mnie ceny mieszkań w warszawie, czy rzeszowie, krakowie czy gdziekolwiek; bowiem za 300k w warszawie kupisz kawalerkę, zaś gdzieniegdzie pewnie by i zamek za to kupił
. Używając prostego kalkulatora kredytowego wyliczyłem, że od 300 tyś. zł przy spłacie rozłożonej na 30 lat, będziemy musieli spłacić 680 tyś. a miesięczna rata to nieco poniżej 2000 zł. Trzydzieści lat to kupa czasu, tak samo jak 380 tyś różnicy
Chciałbym porównać to do kosztów wynajmu mieszkania.
Spłacając kredyt w kwocie 2000 zł co miesiąc, nie możemy zapominać też o tym że do tego dochodzi jeszcze czynsz powiedzmy 500 zł (prądu i innych pierduł celowo nie biorę pod uwagę). Daje to 2500 zł miesięcznie, czyli w skali roku 30 tyś zł. Czyli mamy 30 tyś rocznie, na wynajem mieszkania. Myślę że za 1500 zł spokojnie można coś znaleźć, zostaje nam więc 1000 zł różnicy, czyli 12 tyś rocznie, które to wpłacamy do banku, co miesiąc po 1 tyś.
Jak wygląda sytuacja po dziesięciu latach?
Osoba, która wzięła kredyt na mieszkanie, spłaciła właśnie 240 tyś zł. Czyli po 10-ciu latach nawet nie zaczęła jeszcze spłacać mieszkania, lecz wciąż spłaca odsetki od kredytu, zaś osoba, która wynajmuje mieszkanie, po 10-ciu latach odłożyła 120 tyś + procent w banku z 10 lat, to dodatkowe 40 tyś, czyli razem 160 tyś zł. Dodatkowo, po 10-ciu latach pasuje zrobić jakis remont, co wiąże się z dodatkowymi kosztami, wynajmujący ma to gdzieś, remonty robią właściciele.
Po dwudziestu latach, co jest kupą czasu… kredytobiorca ma spłacone 480 tyś. zł, zaś wynajmujący ma na swoim koncie; 160 tyś + 120 tyś z kolejnych 10-ciu lat odłożone + odsetki, które liczone od tak dużych kwot dają rocznie ponad 8 tyś zł – co spokojnie pokrywa różnice we wzroście kosztów wynajmu mieszkania. Wynajmujący ma na koncie po dwudziestu latach około 350 tyś zł. Jest to okres, kiedy dzieci, które udało się spłodzić na początku przygody z kredytem, zaczynają iść na studia, po paru latach mogą lub będą potrzebować swojego mieszkania, rozpoczną pracę itp itd.
Ostatnie 10 lat naszej przygody, kończy się kiedy kredytobiorca ma około 60 lat. Zadowolony spłaca ostatnią ratę i od tego momentu przestaje być niewolnikiem, zaczyna żyć… nie musi się zastanawiać nad tym że utrata pracy to utrata mieszkania, komornik itd. Rozpoczyna się nowe życie – tylko szkoda ze tak naprawdę ono zaczyna, ale się kończyć. Wynajmujący zaś, przez ostatnie 10 lat dorzuca do swojego konta kolejne 120 tyś + odsetki od 350 tyś przez 10 lat, które od takiej kwoty wyniosą około 80 tyś, co daje razem 350 tyś + 120 tyś + 80 tyś = 550 tyś zł.
Moim zdaniem lepiej mieć pół miliona na emeryturze i zacząć je przewalać, rozbijając się po świecie lub, jak kto woli, po prostu kupić sobie dom gdzieś w spokojnym miejscu i popijać szampana, aż do śmierci, aniżeli cieszyć się mianem niewolnika przez 30 lat, tylko po to aby być na “swoim”.
w obliczeniach nie zostały uwzględnione takie fakty jak:
- inflacja
- wzrost kosztów wynajmu mieszkania w ciągu 30 lat.
- koszty remontów, które ponosi właściciel mieszkania przez 30 lat.
Nie brałem pod uwagę też:
- wzrostu poziomu życia w Polsce, który może mieć miejsce
- wzrostu płac, dzięki czemu łatwiej będzie spłacić kredyt, jak i łatwiej pokryć koszt wynajmu mieszkania.
- wzrostu wartości mieszkania kredytobiorcy (poziom zycia, wyższe zarobki, inflacja, koszty remontów, zmiana stylu budownictwa, nowe technologie, prawdopodobieństwo patologii na osiedlu, zniszczenie “tkanki” miasta gdzie znajduje się mieszkanie, decyzje urzędników, uzyskanie opinii złej dzielnicy itp itd, można by wymieniać bez końca, może obniżyć wartość mieszkania, nawet jeśli ich ceny za metr urosną przez 30 lat).
W wielu miejscach na świecie, przeprowadzka to coś normalnego… u nas chyba wciąż jest z tym problem, dlatego może każdy szuka jakiegoś gniazdka, aby się tam przylepić jak rzep do psiego ogona i nie puszczać do końca życia – przecież to jest najważniejsze! Szkoda ze tylu polaków woli siedzieć w jednym miejscu i gapić się w ten sam kąt z telewizorem przez 50 lat swojego życia. Czy przeprowadzka co kilka lat to coś nieosiągalnego? Jakieś mission immposible? cdn.. bo cza iść spać

aha… zapomnialem ze mieszkanie które się kupi trzeba jeszcze urządzić, kuchnia, łazienka, podłogi, płytki, meble itd. 50 tyś znika bez problemu… trzeba to doliczyć do tych 680 tyś.
hmm.. dobrze to rozkminiles
masz najsluszniejsza racje… niestety
przy tym nie jedzac, nie ubierajac sie, nie uzywajac gazu pradu biletow lekow, najlepiej wogole tylko na oddechu (za to sie nie placi ponoc), czyli tzw 2000 na czysto, wiec po roku i przy dobrych wiatrach ma 6 m2 na ktore moze sie szarpnac
)) to juz cos! ale przeciez metraz mieszkania tez ma znaczenie bo raczej ciezko zyc na 6 metrach.. nie ciezko obliczyc wiec ile musi osoba czekac i pracowac aby kupic male hmm 35 m2 … jesli wiec wszystko wyglada tak jak niestety wyglada – wcale sie nie dziwie dlaczego to “bycie na swoim” tak kusi.
brac dzis kredyt na 30 lat to podpisac cyrograf z diablem na te lat 30, czesc z nas nawet tego nie dozyje, nie mowiac juz o radosci z tego bycia “na swoim” – jakze smutne i jakze prawdziwe!!!
jak sie ma gitare i jest sie Kasia Kowalska to mozna sobie lekko speiwac o spelnianiu marzen i nie czekaniu z marzeniami, zakladajac jednak iz przecietny czlowiek dzietny badz tez bezdzietny sie na to lapie, nie ciezko obliczyc jak ciezko bedzie mu pozniej poczuc chociaz ze jest “na swoim” (nie wspominajac juz o “byciu”).
srednio trzeba miec te 3 stowy na zakup mieszkania, w stanie surowym, prosto od dewelopera ktory i tak zrobi wszystko zeby je jak najlepiej opchnac. jesli m2 srednio kosztuje ok 4ooo pln a osoba zarabia 2000 pln – o ile faktycznie tyle dostanie – po 2 miesiacach ma metr2 ktory moze sobie kupic
ciekawe czyja to jest wina ze mieszkania tyle kosztuja? albo kto za tym stoi?? czy to dziala tak samo jak plyta cd ktorej wyprodukowanie kosztuje ok 1 pln a placimy za nia 70 pln???
sa wiec opcje:
- osoba ma bogatych rodzicow ktorzy sypna kasa na nowe m2,
- osoba ciezko pracujac juz wczesniej uzbierala dana sume,
- albo osoba musi wspomoc sie wiazacym na lata kredytem, niestety!
(przy zalozeniu oczywiscie ze chce mieszkac “na swoim”)
co do wynajmu ktory znacznie jest lepszym rozwiazaniem – jesli masz mieszkanie pod wynajem to spoko. zarabiasz na tym. ale jesli sam wynajmujesz to juz mniej spoko – pchasz kase w obca kieszen i w dalszym ciagu nie jestes “na swoim” – nawet jesli tylko mialoby chodzic o te kolorowe kaloryfery.
mozliwosci jest sporo jesli bardziej sie nad tym zastanowic, zawsze mozna kombinowac bo czesto niestety i trzeba. szkoda jednak ze zaczynajac cokolwiek w zyciu, chcac zyc po swojemu, z dziecmi czy tez bez, to jak sie okazuje – nie jest to takie proste!
a ty Kogut powinienes zostac doradca finansowym, niekoniecznie tylko w aspekcie kredytow
))
otworzyłeś mi oczy, dzięki
Cała ta strona to ŻENADA, ani pisarz, ani filozof z Ciebie nie będzie
sorry
ano i koment pewnie nie przejdzie moderacji
pozdro
Graty za posta, mam dokładnie te same przemyślenia. Pozdro
Jeremiasz – ciesze się że tak wybitny krytyk literacki jak i utalentowany filozof odebierają te wypociny aż tak poważnie…
ps. komenty przechodza, kiedy nie są spamem.
Kogut, trafiłeś w sedno tarczy. Sam kupiłem kiedyś samochód na kredyt. Wartość ok.20 tyś, spłaciłem chyba 27 tyś w 3 lata po ok.750zł i sprzedałem go w niecały rok po spłacie za 10 tyś
Pętla na szyje.
Interes życia. Ale mnie wyleczyło. Teraz tylko kwoty 2-5 tyś na wakacje ew zakup czegoś na raty
Tylko, że mieszkania nie tracą tak na wartości jak samochody czy sprzęt RTV. Ale czy ktos jest w stanie przewidzieć co sie wydarzy w ciągu 30 lat?
Oprócz tego o czym napisałeś, jeszcze jest jedna opcja… Kredyt walutowy.. np, we Frankach szwajcarskich
A tu jeszcze ciekawostka:
Słowo “kredyt” wywodzi się od łacińskiego słowa credere oznaczającego ufać, wierzyć.
Czyli najpierw ufamy bankowi i pozyczamy a potem wierzymy , że spłacimy?
JEREMIASZ -ZBŁAŹNIŁEŚ SIĘ-GUL CI LATA ŻE TAKI FAJNY TEXT KTOŚ POTRAFIŁ NAPISAĆ?? JEŻELI MASZ ODMIENNE ZDANIE NIŻ TEN TEKŚCIOR TO JAKAŚ DUPA WOŁOWA Z CIEBIE KTÓRA NIE WIE CO TO ZYCIE-POZDRO! BRAWO KOGUT! SUPER TEXT!!!! DOBRZE TO PRZEDSTAWIŁEŚ
VEEEEEEEERY GOOD:) HAHA
Add A Comment